Zapowiedź PlayOff : Sharks vs. Kings
13 kwietnia 2011, 22:05; kategoria: NHL; autor: Artur Brzuśkiewicz
W Los Angeles wszyscy zadają sobie pytanie „Dlaczego właśnie teraz?”. Czemu przed decydującymi meczami sezonu kontuzji musiał doznać gwiazdor drużyny Anze Kopitar, najlepiej punktujący zawodnik tej drużyny w dwóch ostatnich sezonach. Dołączył on tym samym to Justina Williama, drugiego najlepiej punktującego gracza Kings, który ma kontuzję barku. To pokazuje, że sytuacja LA Kings przed starciami z najbardziej produktywną ofensywą ligi nie jest najlepsza. O kontuzjach dwóch czołowych graczy Kings będzie potem przy omawianiu ofensywy tej drużyny.
Regular season:
LA Kings przeszło niesamowita metamorfozę. Ekipa, która do niedawna kojarzyła się z niesamowita ofensywą, postanowiła oprzeć swoja grę na skutecznej defensywie połączonej z mocnym goaltendingiem. Efekt tego widzieliśmy na początku sezonu, kiedy to zanotowali kapitalne otwarcie sezonu, w pierwszych 15 meczach mieli bilans 12-3, w tym 8-0 u siebie. Potem jednak było troszkę gorzej, a wiadomo, że prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym jak kończą, a nie jak zaczynają. Połowę sezonu zamknęli bilansem 23-17-1, w drugie 41 spotkań dograli z bilansem 23-14-5. to pokazuje, że forma przez cały sezon, była w miarę równa, najwyższa jednak na początku sezonu. Ta równa, ale niepowalająca forma przez większość sezonu wystarczyła na siódme miejsce w Konferencji Zachodniej, utrzymane także dzięki uprzejmości Dallas Stars. Jeśli Kings chcą przejść Sharks to muszą taką formę uzyskać, ale nie wiem czy będzie to możliwe. Tym czasem San Jose sezon zaczęło średnio. Pierwsze 15 spotkań to bilans 8-5-2. Półmetek sezonu zamknęli wynikiem 21-15-5, czyli naprawdę beznadziejnie jak na standardy, do których Rekiny przyzwyczaiły. W drugiej połowie sezonu jednak wszystko wróciło do normy, zanotowali bilans 27-10-4. Równo na półmetku sezonu przytrafiło im się 6 porażek z rzędu w regulaminowym czasie gry. Kiedy już się otrząsnęli to decydującego 37 spotkań zamknęli bilansem 27-6-4. To znowu była ta niesamowita i wygłodniała ofensywa Rekinów, która siała popłoch w powerplayu, oddawała niesamowitą ilość strzałów i była bardzo skuteczna. Taki run w drugiej części sezonu wywindował San Jose na druga pozycję w Konferencji, tylko za plecami rewelacyjnych przez cały sezon Canucks.
Goalies:
W San Jose przed tym sezonem nastąpiła zasadnicza zmiana jeśli chodzi o obsadę bramki. Odszedł Evgeni Nabokov, człowiek bez którego wielu nie wyobrażało sobie tej ekipy. A jednak, Rosjanin bronił co raz gorzej, a kontrakt miał wysoki. To sprawiło, że Nabokova nie ma już w tej ekipie. Postanowiono natomiast ściągnąć człowieka, który zatrzymał ich w finale playoffs na Zachodzie w poprzednim roku, czyli Antti Niemiego. Fin nie dostał od Chicago takich pieniędzy jakich chciał, więc jako free agent został zatrudniony prze Rekiny. W San Jose liczą, że Niemi będzie bronił tak jak w Chicago, że znowu będzie gwiazdą ekipy i zapewni upragnionego mistrzowskie pierścienie Sharks. Wydaje się, że był to bardzo dobry ruch. Ponieważ Nabokov rzeczywiście nie gwarantował już wysokiego poziomu w bramce, a Niemi im bliżej playoffs tym bardziej się rozkręcał. Sezon regularny zakończył z bilansem 35-18-6, 0.920 SV i 2.38 GAA, co pokazuje, że będzie mocnym punktem ekipy w playoffs. Zmiennikiem będzie Antero Niittymaki, który także miał okazje się wykazać i zanotował bilans 12-7-3, 0.896 SV i 2.72 GAA. Jeśli Niemi nie będzie dawał rady to Sharks mogą mieć problem, bo Niittymaki to nie jest bramkarz, który będzie im wygrywał spotkania w decydujących momentach sezonu. Po drugiej stronie natomiast na pozycji bramkarza będzie zawodnik, od którego chyba zależy najwięcej jeśli chodzi o ekipę Kings i jej losy w rywalizacji z San Jose. Chodzi oczywiście o Jonathana Quicka, który w tym sezonie w kapitalny sposób wyrobił sobie markę w NHL. Na początku sezonu w bramce wyczyniał cuda, ale i przez resztę sezonu bronił bardzo dobrze. Quick zamknął sezon regularny z bilansem 35-22-3, 0.918 SV i 2.24 GAA. Jeśli Kings myślą o nawiązaniu jakiejkolwiek walki z San Jose to Quick musi być fenomenalny, tak tak dobrze napisałem, musi być fenomenalny. Jeśli Jonathan zawiedzie Kings nie mają żadnych szans na przejście Sharks. Kings mogą przejść San Jose tylko fantastyczną obroną i kapitalnym goaltendingiem, jeśli pójdą na wymianę ciosów nie maja szans. Backupem będzie Jonathan Bernier, który uważany jest za wielki talent i w sezonie regularnym pokazał próbkę umiejętności. Bilans 11-8-3, 0.913 SV i 2.48 to jak na rezerwowego bramkarza bardzo dobry rezultat. Nie sądzę natomiast, aby przy niedyspozycji Quicka, Bernier był w stanie zatrzymać Rekiny. Po stronie Kings wszystko zależy od Jonathana, ale tego pierwszego.
Defence:
Jak już wspomniałem ta formacja będzie decydowała ze strony Kings. Najlepszymi zawodnikami tutaj SA Amerykanie, Drew Doughty i Jack Johnson. Doughty w pierwszej linii gra z doświadczonym Kanadyjczykiem Willie Mitchellem, który po 4 sezonach spędzonych w Vancouver wzmocnił ekipę Kings, ponieważ w Vancouver w obronie zrobiło się zdecydowanie za ciasno. W ekipie LA procentuje jego doświadczenie i jest naprawdę mocnym punktem tej ekipy. Do tego jest jeszcze Rob Scuderi, jedyny obrońca znający smak zdobycia Pucharu Stanleya. Piąty obrońca, który odgrywa jakąś rolę w tej ekipie to Matt Greene. Nie ulega jednak wątpliwości, że gwiazdami są tutaj Doughty (średnio 28 minut na lodzie) i Johnson (24 minuty na lodzie), od nich będzie zależeć najwięcej. Kings świetnie radzą sobie w liczebnych osłabieniach, niwelują aż 85.6% z nich co było czwartym wynikiem w NHL. Ekipa LA będzie musiała grać jednak w miarę czysto, ponieważ San Jose to potęga jeśli chodzi o powerplay. A sprawdzanie swojej formy i potwierdzanie osiągniętych statystyk w PK akurat przeciwko San Jose nie jest najlepszym pomysłem i może zakończyć się fatalnie. W ekipie San Jose po zakończeniu poprzedniego sezonu zakończył znakomity Rob Blake, który aż 13 sezonów spędził w ekipie LA Kings, ale 2 ostatnie w karierze zagrał w barwach San Jose. To na pewno było duże osłabienie tej formacji, ponieważ Blake gra genialnie i był niesamowicie doświadczony. Teraz absolutnym liderem tej formacji jest Dan Boyle, kapitan Kanadyjczyków na IO w Vancouver, kolejny genialny obrońca, który dodatkowo bardzo dużo daje zespołowi w ofensywie. Spędza na lodzie ponad 26 minut i świetnie kieruje grą defensywną. W parze gra z Douglasem Murrayem, bardzo doświadczonym Szwedem, który gra bardzo twardo. W ogóle reszta obrońców to mieszanka szwedzkiego doświadczenia z kanadyjską młodością. O sile gry obronnej Sharks od dłuższego czasu stanowi właśnie Kanadyjczyk Marc-Edouard Vlasic, a teraz bardzo dużą rolę zaczął też odgrywać kolejny Kanadyjczyk Jason Demers. Obrona San Jose bardzo wyrównana, ponieważ nawet gracze trzeciej linii, czyli Ian White i Niclas Wallin spędzają na lodzie w granicach 18-20 minut. Niekwestionowanym liderem jest jednak Boyle.
Ofence:
San Jose ma lepszą ofensywę w zestawieniu z Kings nawet z Kopitarem i Williamsem. Bez nich to nie ma nawet co porównywać. W San Jose status quo jak najbardziej zachowane. Joe Thornton, Patrick Marleau, Dany Heatley, Joe Pawelski, Devon Setoguchi to nazwiska, które wszyscy kibice NHL znają doskonale i kojarzą je jak najbardziej z ekipą Sharks. W San Jose pojawił się jednak ktoś jeszcze. Ktoś kto przebojem wdarł się do pierwszej linni ataku i ktoś robi tam niemałe zamieszanie. Chodzi o 22-letniego Kanadyjczyka, Logana Couture’a, który rozegrał kapitalny sezon i w 79 meczach strzelił 32 gole i dołożył 24 asysty. Dał drużynie bardzo wiele, zarówno w grze 5 na 5, jak i w powerplayu. Będzie bardzo ważnym ogniwem tej ekipy w playoffs. Czwórka najlepiej punktujących graczy San Jose to wciąż jednak Marleau, Thornton, Pavelski i Heatley. Tak jak mówiłem jest jeszcze Devin Setoguchi czy pozyskany w trakcie sezonu Kyle Wellwood, który także jest bardzo wartościowych zmiennikiem dla największych gwiazd zespołu i potrafi dołożyć swoje „3 grosze” do każdego spotkania. San Jose oddaje najwięcej strzałów ze wszystkich zespołów (34.5), u siebie jest to jeszcze więcej (36.6). Miażdżą przeciwników w powerplayu (u siebie 26.4%). Strzelają ponad 3 gole na mecz. Przed LA Kings arcytrudne zadanie, czyli przeciwstawienie się takiej sile. W drużynie Królów niestety dosyć spore problemy. Anze Kopitar złamał kostkę i do gry ma powrócić dopiero w maju. Tylko, że wtedy Kings mogą już być poza playoffs. Bez Kopitara średnio to idzie w tej ofensywie, zwłaszcza w powerplayu. Odkąd Anze złapał kontuzje Kings wykorzystali tylko 1 z 23 okazji w przewagach ! Do tego kontuzja wykluczyla Justina Williamsa. Co prawda może on wrócić na rywalizację z Sharks, ale na pewno nie w 100% gotowy do gry. W takiej sytuacji wszystko na swoje barki musza wziąć Ryan Smith, Austin Brown, Austin Penner czy Jarret Stoll. Dustin Brown był najskuteczniejszym graczem Kings w sezonie regularnym w 28 golami. Teraz on musi wziąć na siebie gole zdobywane przez Williamsa i Kopitara. Smith miał 23 gole i 24 asysty, ma ogromne doświadczenie, ale czy jest w stanie zastąpić Kopitara w poczynaniach ofensywnych. Penner po przeprowadzce do Kings w 12 meczach strzelił tylko 1 gola, więc trudno się spodziewać, żeby na gole przeciwko Sharks stał się niesamowicie skutecznym strzelcem. Niby LA ma szeroką kadre w ofensywie, bo SA jeszcze Handzus, Stoll, Samsonom, Booth, Olesz czy Reasoner, ale to są raczej pomocnicy, nie ma wśród nich prawdziwych liderów, którzy w tak trudnej sytuacji mogliby sami przesądzać o wyniku spotkania z tak silna ekipą jak Sharks. Wszystko w rękach dwójki Smith-Brown.
Key players:
Po stronie LA Kings, tak jak pisałem wcześniej, przede wszystkim Quick. On musi być w tej rywalizacji genialny, żeby Królowie mogli realnie myśleć o pokonaniu San Jose. Będzie to niezwykle ciężkie, ale jeśli forma z początku sezonu powróci to kto wie. Całej rywalizacji na pewno sam nie wygra, ale 1-2 mecze przy genialnej, podkreślam genialnej dyspozycji może załatwić dla Kings. Potwierdził to już raz w tym sezonie, gdy oba zespoły spotkały się w San Jose i LA wygrało 4-0, a Quick zaliczył clean sweet. Po drugie, jak wyżej, Smith i Brown muszą udźwignął ciężar. Po stronie San Jose w zasadzie jeśli chodzi o ofensywę nie ma jednego zawodnika, który musi grac nie wiadomo, żeby oni punktowali. Jak Heatley jest w słabszej formie, to punktuje Marleau, jak Marleau gra słabiej to punktuje Big Joe, a jak wszyscy grają bardzo dobrze to z rywala zostaje miazga, o czy kilka dni temu przekonali się sami Kings, których San Jose rozbiło u siebie 6-1. Można jednak wskazać na Niemiego. Ogromna szansa dla Kings byłoby gdyby Antti tym razem jednak nie wytrzymał ciśnienia. Trudno się jednak tego spodziewać skoro w poprzednim sezonie jako typowy „świeżak” walnie przyczyni się do wygrania przez Chicago Blackhawks Pucharu Stanleya.
Historia spotkań:
W tym sezonie grali ze sobą już 6 razy, czyli można powiedzieć, że rozegrali serie playoff w sezonie regularnym. Z tym, że nie ma jeszcze wygranego, ponieważ w Regular season było 3-3. Oba zespoły zgodnie wygrały po 2 mecze u siebie i jednym na wyjeździe. Decydujące starcie jednak, 8 dni temu w San Jose ekipa gospodarzy wygrała bezdyskusyjnie, czyli 6-1. Wtedy Kopitar był już kontuzjowany. Z nim w składzie dali radę wygrać na wyjeździe 4-0, bez niego polegli z kretesem 1-6. A przecież, żeby myśleć o drugiej rundzie muszą wygrać chociaż jedno spotkanie w San Jose. W poprzednim sezonie LA było w stanie dwukrotnie wygrać w San Joe dzięki ofensywie, aplikując im w sumie 11 bramek. Teraz jednak w ofensywie jest duży problem. Jak San Jose dostanie za dużo okazji do PP to nie widze ratunku dla Kings. W bezpośrednim meczach w tym sezonie najlepszymi zawodnikami Sharks byli Marleau (8 punktów), Pavelski i Setoguchi. Niemi zanotował w meczach przeciwko Kings 0.936 SV i 1.94 GAA, czyli rewelacja. Po stronie Kings najlepsi byli Brown (4 gole) i Kopitar (4 asysty). Quick przeciwko San Jose miał 0.910 SV i 2.19 GAA, czyli troche gorzej od Niemiego.
Braki kadrowe:
Po stronie Kings wyżej wymieniona dwójka, czyli Kopitar i Williams. Nie będę się tutaj bawił w procenty, żeby pisać ile ofensywy oni stanowią, ale jest to wysoki procent. Statystyki tylko dobitnie to potwierdzają, zarówno w grze 5 na 5, jak i 5 na 4. Poza tym nie mogą grać Loktionov i Parse, ale akurat oni odgrywali marginalną rolę w ekipie Kings. Po stronie San Jose w zasadzie pełen komfort. Wyleciał obrońca Huskins, ale kto inny trzyma tą formację. Jaksie problemy zdrowotne miał Ryane Clowe, ale będzie gotowy na pierwszy mecz playoffs. Reszta zdrowa, gotowa do wali o Puchar Stanleya.
Przewidywania:
Biorąc pod uwagę wszystkie opisane informacje typuję San Jose w 5 meczach. LA po prostu na chwile obecną nie ma wystarczającym argumentów, aby wyeliminować Sharks. Za dużo jest tych niewiadomych. Czy Quick sobie poradzi, czy Smith i Brown dadzą radę, czy będą unikali kar minutowych. Bez liderów to raczej niemożliwe. San Jose wchodzi w fazę playoffs bardzo rozpędzone, podbudowane ostatnim zwycięstwem nad LA Kings, które miało miejsce tylko 8 dni temu, w pełnym składzie. Ma o wiele większe pole manewru w ofensywie, a przeciwko osłabionej ofensywie LA i w obronie nie powinni mieć problemów. Tacy zawodnicy jak Thornton, Marleau czy Heatley są niezwykle zdeterminowani, aby wreszcie wywalczyć mistrzowskie pierścienie. W poprzednim sezonie w finale Zachodu zatrzymało ich Chicago, teraz z pewnością liczą na więcej. Porażki w pierwszej rundzie nikt trzeźwo myślący nie bierze pod uwagę. Gdyby dalej poszli Kings byłaby to sensacja na miarę zeszłorocznego triumfu Canadiens nad Capitals. Ale czy Quick będzie jak Halak ? Według mnie nie. Moim zdaniem 4-1 dla San Joe Sharks.
źródło: własne
Typy MLB 2012
typ 19
Texas Rangers - Kansas City Royals 1; 1.37
stawka 6j
Typy podane/trafione: 18/8
Postawione: 66,5j
Wygrane: 66,67
Zysk/strata: 0,17j
Yield: 0,25 %
Reklama
Facebook
USSports.pl
on Facebook



