Logowanie użytkownika:
login
hasło
reklama
/ Osób przebywających obecnie na stronie:

NBA playoffs 2011 - zapowiedź

15 kwietnia 2011, 20:37; kategoria: NBA; autor: Kosma Bisanz
Playoffs sezonu 2010/2011 już w sobotnią noc. Na odebranie mistrzowskich pierścieni Lakers ostrzy sobie jeszcze więcej drużyn, niż przed rokiem, a o tym jak przedstawiają się szansę potentatów i nie tylko - poniżej w zapowiedzi.








Pomimo faktu, że drużynom Pacers, Hornets, 76ers czy Grizzlies nie daje się większych szans w pierwszej rundzie, trzeba przyznać - w nadchodzących playoffs nie zobaczymy kopciuszków, ekip, które dostały się do tych rozgrywek "kuchennymi drzwiami", czy drużyn, na których postawiono kreskę już na początku rozgrywek. Zawirowania transferowe sprawiły, że kilka zespołów, które jeszcze 12 miesięcy temu przygotowywały się do starć pierwszej rundy, teraz czeka być może i kilkuletni okres przebudowy. Mowa tu o Utah, które za sprawą odejścia trenera Sloana i playmakera Derona Williamnsa spadło aż na 11 pozycję, ale także o Bobcats, którzy analogicznie do Jazz pozbyli się uznanego trenera i najlepszego gracza, czy wreszcie Suns, którzy zaczynają opierać grę drużyny na coraz młodszych zawodnikach, w śród których może i najbardziej uprzywilejowaną pozycję zajmuje Marcin Gortat. Z drugiej strony do grona aspirujących do tytułu drużyn dołączyli Knicks, którzy w minionych latach byli po prostu przeciętni, czy Chicago Bulls, które w tym sezonie zaskoczyło w stoponiu porównywalnym, do drużyny Thunder z zeszłego sezonu. "Grzmoty" wzmocnione Kendrikiem Perkinsem także są wymieniane jako jeden z czarnych koni do tytułu, co sprawia, że szanse na mistrzowskie pierścienie daje się obecnie (przynajmniej teoretycznie) aż 7-8 zespołom. Szerszego komentarza nie wymagają zmiany perspektyw Cavaliers i Heat - swoją drogą będące ewenementem na skalę światową, (Cleveland z pierwszej siły stało się..29 zespołem ligi).

vs


Chyba najmniej emocjonująca z wszystkich par - Pacers, którzy do najlepszej ósemki wschodu dostali się kosztem mizernie spisujących się Bobcats i Bucks, przeciwko odrodzonym po latach niepowodzeń Bulls, którzy rzutem na taśmę osiągnęli najlepszy w całej lidze bilans, choć jeszcze parę miesięcy temu wydawało się to niemożliwe. Sukces Chicago można z jednej strony opisać jako połączenie taktycznego (a raczej defensywnego) zamysłu Toma Thibodeau i eksplozji talentu Derricka Rose'a, z drugiej jednak strony byłoby to krzywdzące spłycenie tej świetnie ułożonej drużyny, w której trzeba podkreślić zarówno mocną formację podkoszową, niemal niezawodnego w tym sezonie Luola Denga, jak i jedną z lepszych ławek rezerwowych. Osobny rozdział to Derrick Rose, o którym w tym sezonie powiedziano już niemal wszystko, łącznie z namaszczeniem go na MVP przez samego Michaela Jordana. Duet Noah i Boozer (dodajmy zdrowy duet) powinien bez większych problemów radzić sobie w match-upie z Royem Hibbertem i Paulem Georgem, którym przede wszystkim brakuje centymetrów i kilogramów pod koszem, by stanowić realne zagrożenie dla topowej defensywy "Byków". O ile młody i coraz bardziej pewny siebie (zwłaszcza w ofensywie)Tyler Hansbrough może jeszcze pokusić się o kilka dobrych występów , o tyle Hibbert już w sezonie regularnym pokazał, że przeciwko obronie Chicago niewiele ma do zaoferowania (31% z gry i 6,2 pkt w 4 meczach). O pozycji rozgrywających nie ma nawet co pisać - Rose już może odliczać dni do odebrania nagrody MVP, natomiast Darren Collison w Indianie jako starter wydaje się być w cieniu zawodnika, który w zeszłym sezonie szalał jako zmiennik Chrisa Paula w Hornets (stagnacja w zdobyczach punktów, zbiórek i asyst+gorsze skuteczności z gry, jak i za trzy). Do tego wspomniany atut ławki - świetne zbierający na atakowanej desce Asik,a na dystansie jeden z najlepszych strzelców za trzy biegających obecnie po parkietach, czyli Kyle Korver.

W sezonie zasadniczym: Bulls 3-1

Typ: Bulls 4-0

vs


Najuważniej obserwowany w tym sezonie zespół w pierwszej rundzie podejmie 76ers, którzy wg wielu ten sezon mieli jedynie w cieniu budować drużynę, która playoffy zawojować miała dopiero za kilka lat. Zespół z Filadelfii zaskakująco szybko dojrzał jednak pod okiem Douga Collinsa, któremu kilkuletnia przerwa od trenowania, nie przeszkodziła w byciu jedynym z faworytów do nagrody Coach of The Year. Wydaje się, że po tej serii możemy spodziewać się ciekawszej rywalizacji, niż wyżej wymienionych Bulls i Pacers, jednak postawa "Żarów" w nadchodzących playoffs wciąż jest sporą zagadką, na którą tak naprawdę sezon zasadniczy nie dał nam żadnej odpowiedzi. Eksperci są jednak zgodni - czułym punktem Miami jest ich strefa podkoszowa, w której akurat Sixers nie mogą zaimponować, bowiem o ile Elton Brand w tym sezonie odżył, będąc filarem Sixers po obu stronach parkietu, o tyle Spencer Hawes wydaje się pasować do zespołu jedynie brakiem doświadczenia. Ten brak ogrania w playoffs może być sporym mankamentem dla 76ers - nie dość, że zespół, który będziemy oglądać już w sobotę, przeszedł znaczną metamorfozę w porównaniu z ekipą sprzed 2 lat (od personaliów, poprzez rolę Andre Iguodali, aż po styl gry), to jeszcze Doug Collins ostatnie emocje gier posezonowych przeżywał jeszcze dobrze ponad 10 lat wstecz. Wracając jednak do Miami, to sezon zasadniczy pokazał, że ofensywny potencjał trójki James-Wade-Bosh wystarcza, przynajmniej na przeciwnika o profilu Philadelphi, którą Miami pokonało trzykrotnie. Trójka ta zdobywała w tym sezonie średnio 71 punktów, i średnia ta była niemal identyczna w meczach przeciwko Sixers, co pokazuje jasno - Doug Collins nie ma jeszcze patentu na gwiazdorskie trio. Sytuacji nie zmienia nawet świetna obrona Andre Iguodali, który nawet jeśli zneutralizuje w kilku meczach Jamesa, nie rozdwoi się, co pokazał choćby ostatni mecz obu drużyn. Sixers wygrywali w hali Heat już kilkunastoma punktami, kiedy to w 3 kwarcie Wade rzucił 19 punktów, niemal w pojednkę rozmontowując obronę zespołu 76ers. Wydaje się, że obecna Philadelphia nie jest jeszcze kompletnym zespołem, a 2 spotkania urwane "Żarom" i tak będą sukcesem dla młodej ekipy z Pensylwanii.

W sezonie zasadniczym: Heat 3-0

Typ: Heat 4-1

vs


W zeszłym sezonie Boston szokował w drugiej części sezonu, przegrywając mecz za meczem z przeciętniakami NBA, jednak w playoffach oglądaliśmy kompletną metamorfozę Celtics. Czy tym razem będzie podobnie? Pierwszą część Boston już wykonał, powielając swoją żenująco słabą dyspozycję w ostatnich tygodniach sezonu, teraz jednak czas na część drugą, czyli ponownie udowodnienie, że to była tylko zasłona dymna. Czy jednak obecnych Celtics stać na taką grę jak przed rokiem? Zaryzykuje stwierdzenie, że jednak nie. Generalny menedżer klubu Danny Ainge postanowił "przewietrzyć" nieco starzejącą się szatnię Bostonu, oddając Kendrika Perkinsa i Nate'a Robinsona do Thunder, co w opinii większości było ruchem może nie tyle niezrozumiałym, co po prostu ryzykownym, lub w skrajnych przypadkach po prostu głupim. Nie dość, że chyba najlepiej bronione pomalowane przez Perkinsa zostało teraz na łasce kontuzjogennego duetu O'Nealów, to jeszcze ucierpiała, tak ceniona, chemia w zespole Celtics. Nie wspominając już o tak oczywistych faktach, jak zjazd w tabeli konferencji wschodniej z pierwszego na trzecie miejsce, które sprawia, że o wspomnianą powtórkę z rozrywki może być bardzo trudno - chodzi tu zarówno o atut własnego parkietu, jak i niewygodnego rywala, jaki już w pierwszej rundzie staje przed podopiecznymi Doca Riversa. Drugą stroną medalu są jednak Knicks, którzy swoje nadzieje mogą pokładać chyba jedynie w tym, że duet Carmelo Anthony- Amar'e Stoudemire "rozstrzela" podstarzałych Celtów, bowiem na nadrobienie dziur w defensywie Knicks pod wodzą Mike'a D'Antoniego nie wystarczy pewnie miesiąc, całe lato ani nawet rok. Sam fakt posiadania choćby rozgrywającego zaskakująco dobry sezon Landry'ego Fieldsa, nie wystarczy, by Knicks stwarzali choćby pozory zespołu, który może przypominać wciąż markową defensywę Celtics. Knicks potrzebują więc swojego super duetu w najwyższej formie, wspieranego nie gorzej przez Chaunceya Billupsa. Do tego dochodzą rzuty dystansowe, wciąż jedne z najlepiej egzekwowanych w NBA (37%) co w połączeniu z agresywną grą Stoudemire'a pod koszem, może być tym, co napędzi Celtics sporo kłopotów. Nie zapominajmy jednak, jak chimeryczną drużyną są Knicks po transferze Carmelo Anthony'ego, by wymienić tylko ich bilans z Cleveland Cavaliers w tym sezonie, 1-3. Boston osłabł, ale na nowojorczyków to wciąż powinna być za wysoka kultura gry.

W sezonie zasadniczym: Celtics 4-0

Typ: Celtics 4-2

vs


Orlando Magic, którzy pomimo kadrowej rewolucji, pod wodzą Stana Van Gundy'ego wciąż wydają się stać w miejscu (a biorąc pod uwagę bilans sezonu, nawet cofać) kontra Atlanta, o której można powiedzieć niemal to samo. Czy więc seria ta zapowiada się jak nudna? Niekoniecznie, oba zespoły mają bowiem sporo do udowodnienia, a niepowodzenie na tym etapie może oznaczać koniec pewnej epoki zarówna dla Magic, jak i "Jastrzębi" z Atlanty. Orlando Magic po kadrowych wymianach pod koniec ubiegłego roku dalej są zespołem Dwighta Howarda, który rozgrywa chyba swój najlepszy w karierze sezon, jak i jego świty strzelców, jednak jak pokazał już wiele razy sezon zasadniczy - formuła ta powoli się wyczerpuje, co za tym idzie - presja na finalistów sprzed 2 lat rośnie. O ile na postawę Howarda pod koszem raczej nie można narzekać (choć można wytknąć łatwość w łapaniu "dachów" czy liczne straty), o tyle postawa reszty zespołu w reżimie Van Gundy'ego jest najdelikatniej mówiąc chimeryczna. Gilbert Arenas mógłby spokojnie ubiegać się o nagrodę największego transferowego niewypału, gdyby tylko taka istniała, i choć Gilbert wciąż ma jeszcze szansę odkupienia win w decydujących meczach, to jednak będąc realistą - na spektakularny powrót "Agenta Zero" raczej nie ma co liczyć. Arenas w obecnym sezonie notuje niemal w każdej kategorii najgorsze średnie w karierze, a same za siebie mówią cyfry - 34% z gry, 27,5% za trzy, 8 punktów, 3 asysty, 2 straty w blisko 22 minuty na parkiecie. Można zaryzykować stwierdzenie, że razem z Jameerem Nelsonem, Arenas tworzy najbardziej nieobliczalny, i jednocześnie najmniej skory do dzielenia się piłką zestaw rozgrywających w NBA. Sytuacji tej dwójce nie ułatwia fakt pozyskania przez Hawks Kirka Hinricha, który, jeśli tylko nie ma kłopotów z przewinieniami, jest w stanie skutecznie bronić przeciwko nawet dużo szybszym od tej dwójki graczom. Nadzieją dla Orlando mogą być pozostali rezerwowi drużyny - Ryan Anderson, który jest jak dotąd bardzo pewnym strzelcem na dystansie, co popiera jeszcze solidną walką na tablicach, czy J.J Redick, który na playoffs ma być gotowy po kontuzji - zdrowy Redick w formie jest nieocenionym zawodnikiem w rotacji, dokładając jeszcze swoje 3 grosze do i tak już imponującego arsenału dystansowego. Jak na tym tle wypada zespół Hawks? Wydaje się, że tak jak zawsze - solidnie, jednak jeśli niemal identyczny skład rok temu poległ 0-4, to czy kosmetyczne zmiany w zespole mogą odwrócić losy obecnej serii? Wątpliwe. Na pewno dobrze rokuje bilans sezonu zasadniczego i 3 wygrane w 4 meczach z Orlando, jednak warto zaznaczyć, że 2 z tych 3 wygranych miały miejsce jeszcze kosztem "starego" Orlando, trzecia została odniesiona rzutem na taśmę 85-82, a tylko jedna miała miejsce na parkiecie Amway Center na Florydzie. Joe Johnsonowi nie pomaga najwidoczniej gigantyczny kontrakt, rozgrywa on jeden z najgorszych w karierze sezonów, wliczając w to fatalne 29% za trzy( najniższy procent zza łuku od sezonu debiutanckiego), postępu nie poczynił też Horford, który kilka razy w tym sezonie błysnął, jednak nie jest to poziom, który jest w stanie zrobić różnicę pod pilnie strzeżonym koszem Magic. Iskierką jest na pewno postawa Josha Smitha, która dla odmiany od partnerów, w obecnych rozgrywkach poprawił większość swoich średnich, a znamienny jest fakt, iż to Smith rzuca obecnie na lepszym procencie zza łuku, niż Joe Johnson. Nowy trener Larry Drew, kosmetyczne zmiany w składzie, i korzystny bilans z gier zasadniczych - to chyba jednak za mało, by wierzyć, że "Jastrzębie" mogą nagle odmienić losy rywalizacji z Magic, którzy wciąż są jednym z kandydatów do tytułu. Przewaga własnego parkietu powinna wystarczyć Magic, by bez większego stresu przejść tę rundę.

W sezonie zasadniczym: Hawks 3-1

Typ: Orlando 4-2

vs


Jescze niedawno konfrontacja z rozpędzonym walcem z San Antonio była tym, czego wolały uniknąć najlepsze ekipy, by wymienić tylko Miami, które zostało rozbite w hali AT&T Center 30 punktami. Jednak ostatnie załamanie formy Spurs (choć spowodowane w głównej mierze urazami), w połączeniu z dwoma kolejnymi zwycięstwami Grizzlies nad drużyną Gregga Popovicha, sprawia, że w tej parze wcale nie musimy być świadkami pogromu. San Antonio ma w ręku przede wszystkim jeden, oczywisty argument - przewagę własnego parkietu, na którym Spurs wygrali 36 z 41 spotkań, co razem z osiągnięciem Bulls było zdecydowanie najlepszym wynikiem w lidze. Teren ten zdobywały tylko Boston, Portland, Lakers, Dallas i New Orleans, tak więc nieprzypadkowe drużyny. Nie można jednak odmówić szans wyjazdowej wygranej Memhpis, które w dwóch porażkach w AT&T Center, postawiło gospodarzom bardzo trudne warunki (106:112 po dogrywce i 88-95). Jednocześnie 2 wygrane drużyny Ryana Hollinsa w FedexForum zostały odniesione średnio różnicąp ponad 11 punktów, a 111 oczek straconych w Memphis to jedna z 4 najwyższych strat spośród wszystkich spotkań wyjazdowych. Do tego dochodzi uraz łokcia Manu Ginobiliego, którego występ w niedzielnym otwarciu serii jest zagrożony, a także nie od dziś niepewny fizycznie Tim Duncan, którego w tej serii czeka chyba najtrudniejszy pojedynek z Zachiem Randolphem, który nie dość, że rozgrywa jeden z najlepszych w karierze sezonów (i jest bliski podpisania nowego kontraktu), to jeszcze w 4 meczach przeciwko Spurs notował świetne statystyki (23 pkt, 15 zbiórek, 3,5 asysty). Tym, co zrobi różnicę zdecydowanie na korzyść Spurs, może być ławka. George Hill w razie ewentualnej absencji Manu-Gino jest w stanie z miejsca zastąpić go godnie w pierwsze piątce, a trzeba dodać do tego solidnego w tym sezonie Gary'ego Neala, czy, nie bójmy się tego słowa, świetnego Matta Bonnera - najskuteczniejszego strzelca za trzy w tych rozgrywkach (46%). Jeśli już mowa o rzutach za trzy, to te mogą także pogrążyć Memphis, bowiem Spurs, pierwsza siła pod tym względem, napotka jedną ze słabszych na dystansie obron całej NBA (37%). Memphis mogą napędzić faworyzowanym "Ostrogom" stracha, ale cała seria nie pwoinna potrwać dłużej, niż 6 spotkań.

W sezonie zasadniczym: remis 2:2

Typ: Spurs 4-2

vs


Los Angeles Lakers trafili na najwygodniejszego dla siebie, i w dodatku osłabionego rywala, dlatego ich rywalizacja z Hornets zapowiada się jednostronnie. Nie zmienia tego nawet ostatni spadek fomy "Jeziorowców", którzy po przerwie na All-Star już wiele razy udowodnili, że ich szanse na trzeci z rzędu tytuł są jak najbardziej realne. Schody mogą zacząć się w następnych rundach, zwłaszcza, jeśli w pełni gotowy do gry nie będzie Andrew Bynum (który może opuścić pierwszy mecz). I o ile Phil Jackson ewentualną dziurę po Bynumie może załatać jeszcze duetem Gasol - Odom, o tyle trener "Szerszeni" Monty Williams nie może powiedzieć, że Carl Landry zastąpi w jego zespole Davida Westa, który nie dość, że jest bardziej atletycznym i przydatniejszym w defensywie zawodnikiem, to jest przede wszystkim pierwszym strzelcem zespołu. Wobec tego na swój najwyższy poziom będzie musiał wejść Chris Paul, który ma jako jedyny szansę dać przewagę Hornets na pozycji, na której Lakers mają bezproduktywnego i w dodatku powolnego Dereka Fishera. Paul po wstrząśnieniu mózgu, jakiego doznał 7 marca w Cleveland, zanotował kilka doskonałych występów, w których przede wszystkim przypomniał o swoich nieprzeciętnych umiejętnościach rzutowych, bowiem jego umiejętność znajdywania partnerów podaniami jest niepodważalna. Jeśli jednak Hornets marzą o ugraniu czegokolwiek w starciu z obrońcami tytułu, Paul musi brać na siebie większy ciężar w ofensywie, także na dystansie, który w tym sezonie niespodziewanie znacznie poprawił. W sezonie zasadniczym Hornets dostali od Lakers "sweepa", jakby tego było mało, 3 z tych 4 meczów rozgrywając jeszcze z teoretycznie mocniejszym, bo z Davidem Westem, składzie. Kobe Bryant (któremu wciąż daleko do koszykarskiej emerytury) i spółka nie powinni mieć więc problemów z awansem do następnej rundy, gdzie szybko powinni się zameldować, czekając na trudniejszego rywala z pary Mavericks - Blazers.

W sezonie zasadniczym: Lakers 4-0

Typ: Lakers 4-1.

vs


Razem z serią Thunder - Nuggets para, zapowiadająca się jako najbardziej wyrównana. Dallas przez pewien okres sezonu razem z San Antonio i Miami prześcigało się w kolejnych wygranych, jednak ostatnie tygodnie pokazują, że Mavericks do poziomu mistrzowskiego jeszcze trochę brakuje. Z drugiej strony weterani drużny Ricka Carlislego będą zdeterminowani, by na zakończenie swoich bogatych (choć nie w tytuły) karier, zdobyć mistrzowskie pierścienie (to samo jednak można powiedzieć o Spurs czy Celtics). Być może gdyby nie kontuzja Carona Butlera, wykluczającego go z gry do co najmniej drugiej rundy, inaczej wyglądałyby szanse na zdetronizowanie Lakers, jednak w porównaniu do innych drużyn, z Portland na czele, kłopoty kadrowe w Dallas to nic szczególnego. Dirk Nowitzki chyba nieco krzywdząco nie jest brany pod uwagę w wyścigu o MVP, bowiem jego średnie przypominają te, gdy Niemiec był w swoim najlepszym okresie, wliczając w to rekordowe 52% z gry. Do tego dochodzi fatalny bilans Mavericks bez Nowitzkiego. Tak czy inaczej Mavs w playoffs będą mogli liczyć na swojego lidera, który pod nieobecność Butlera, powinien dostać odpowiednie wsparcie od Shawna Mariona (61% z gry w 4 meczach z Blazers w tym sezonie), Tysona Chandlera (kandydat do nagrody najlepszego obrońcy) czy w końcu ławki rezerwowych, uchodzącej wciąż za czołową na parkietach NBA. Jednak czy zdarta płyta w osobie Jason Terry'ego, wsparta niezbyt imponującymi nazwiskami, jakimi obecnie można określić Stojakovica i Brewera, w tak wyrównanej stawce będzie "x-factorem" Dallas? Mało prawdopodobne, dlatego kluczowa będzie postawia duetu Kidd-Nowitzki, ale także bloku defensywnego, opartego na Chandlerze czy Haywoodzie, który to na początku sezonu wywindował Mavs jako czołową siłę w obronie. Portland jak feniks z popiołów odradza się po kolejnych kontuzjach, a wobec zaskakująco dobrej postawy Blazers w obecnych rozgrywkach (zwłaszcza po transferze Geralda Wallace'a), nikt już nie wspomina z utęsknieniem Grega Odena. To właśnie Wallace jawi się obecnie jaki idealnie uzupełnienie składu Blazers, gdzie frontcourt Aldridge-Camby-Wallace prezentuje się jako jedna z najmocniejszych formacji podkoszowych w lidze. Wallace z miejsca wkomponował się w zespół, natomiast Aldridge rozgrywa bezsprzecznie życiowy sezon, nie biorąc udziału w All Star Game tylko z powodu rewelacyjnego Kevina Love. Do tego Brandon Roy w roli "jokera" z ławki, weteran na "1" czyli wciąż niezawodzący Andre Miller, czy wreszcie Nicolas Batum. W sezonie oba zespoły wygrały po dwa mecze w bezpośredniej rywalizacji, i w nadchodzącej serii nie zanosi się wcale na mniej zacięte pojedynki. Wg mnie Portland może pokusić się w tej serii o niespodziankę i wyeliminowanie faworyzowanych Mavs.

W sezonie zasadniczym : remis 2-2

Typ: Blazers 4-3

vs


Kolejna seria, która wzbudza emocje ekspertów jak i postronnych kibiców, oczekujących na starcie jednych z najmłodszych, i być może najbardziej efektownych zespołów w obecnych playoffs. Emocje te studzą nieco tylko ostatnie wyniki bezpośrednich konfrontacji obu drużyn, w których Oklahoma dosyć wyraźnie pokonała Nuggets, kończąc rywalizację z Denver z bilansem 3-1. Miejmy jednak nadzieję, że niespodziewanie groźna po odejściu Carmelo Anthony'ego drużyna Nuggets da jeszcze o sobie znać, tak jak to miało miejsce w ostatnich tygodniach. "Bryłki" po transferze z Knicks zanotowały świetny bilans 18-7, a idąc za najnowszym wynalazkiem NBA, "stats cube", Nuggets po przerwie na All Star tracą blisko 8 punktów mniej na 100 posiadań, będąc tym samym drużyną, która w tym elemencie zanotowała największy postęp. Statystyka ta wiele mówi nam też o osobie Carmelo Anthony'ego, i jego biernej postawy w obronie, trzeba bowiem przypomnieć, że w wymianie z nowojorczykami, Nuggets wcale nie zyskali istotnych wzmocnień ich, do tej pory bardzo chimerycznej, defensywy. Młody, szybki, mający sporo do udowodnienia skład i trener George karl, od lat wdrażający swój system do zespołu z Gór Skalistych - ta mieszanka nie potrzebowała czasu na scementowanie, w przeciwieństwie do tego, co oglądamy obecnie w obozie Knicks. Cieniem mogą rzucić się jednak drobne, ale liczne urazy w zespole, ponieważ pod znakiem zapytania stoi występ, a przynajmniej występ w pełnym wymiarze, Arrona Affalo, Ty Lawsona, Danilo Gallinariego, Nene Hilaro czy Timofeya Mozgova. Oklahoma po zeszłym sezonie pod znakiem ogromnego zaskoczenia i odpadnięcia w pierwszej rundzie z Lakers, w tym po cichu występuje nawet jako jeden z pretendentów do tytułu, a główna w tym zasługa transferu Kendrika Perkinsa, który wraz z Serge Ibaką stanowi uzupełnienie dla nie spuszczających z gazu Duranta i Westbrooka. To właśnie pod koszem Spurs mogą wbić gwoźdź do, nomen omen, trumny Nuggets, w której co prawda George Karl ma do dyspozycji najskuteczniejszego gracza minionego sezonu (61% z gry Nene), jednak przewaga fizyczna duetu Ibaka - Perkins jest niepodważalna, i nie bez powodu dodanie byłego centra Bostonu, wg wielu czyni Oklahomę "kontenderem". Jeśli założymy, że Nuggets to odpowiednik Thunder z ubiegłego sezonu, to czas Denver jeszcze nadejdzie, a w pierwszej rundzie lepszą powinni być gracze Scotta Brooksa.

W sezonie zasadniczym: Thunder 3-1

Typ:Thunder 4-2

źródło: własne


Komentarze:
Brak komentarzy

Nick: 9057 (przepisz kod):
Projekt graficzny: Mateusz Jakubowski, Kodowanie: Piotr Fert, CMS: demstudio.pl
Wszelkie prawa zastrzezone przez USSports.pl (2007-2011) / stat4u