Cud w San Antonio, Thunder i Heat w drugiej rundzie
28 kwietnia 2011, 12:12; kategoria: NBA; autor: Kosma Bisanz
San Antonio Spurs wygrali piąty mecz w serii z Grizzlies, pomimo, iż przez całą czwartą kwartę nie byli nawet na prowadzeniu. Również nie bez problemów swoje mecze wygrała Oklahoma i Miami, które zakończyły swoje serie wynikiem 4:1.
Spurs zgodnie z przewidywaniami mocno weszli w mecz od samego początku prowadząc 20-14 po pierwszej kwarcie i 33-18 na początku drugiej, jednak za sprawą świetnego w pierwszej połowie Mike'a Conleya (16 pkt, 8/10 z gry), goście szybko odrobili straty, by w trzeciej wypracować sobie przewagę (9 pkt Marca Gasola w tej odsłonie), którą Spurs dopiero w ostatnich 2 sekundach zniwelowali za sprawą desperackich rzutów Manu Ginobiliego (33 pkt, 6 asyst, 6 zbiórek), i buzzer-beatera Gary'ego Neala, który w dwóch poprzednich meczach trafił w sumie ledwie 1 z 6 prób na dystansie. Dogrywka nie była już tak dramatyczna, choć gdyby nie błąd 24 sekund po stronie Memphis w jej końcówce, to kto wie, czy nie oglądalibyśmy kolejnych 5 minut tej rywalizacji. Patrząc na dokonania statystyczne obu drużyn, byliśmy świadkami kolejnego wyrównanego starcia - tyle samo punktów z kontry, tyle samo w pomalowanym, minimalnie lepsi na tablicach Grizzlies, 15:16 w stratach. Także skuteczności obu drużyn były w tym meczu bliźniacze (46% z gry Spurs, 47% Grizzlies, 32% do 30% w rzutach za 3, czy 78% na linii). Tym razem Spurs, inaczej niż w meczu nr 4, nie potrafili skutecznie powstrzymywać Zacha Randolpha, który trafiając 10 z 17 rzutów zdobył 26 punktów przy 11 zbiórkach i 6 asystach, wliczając to 6 ostatnich punktów Grizzlies w 14 sekund ostatniej kwarty. Randolph trafaił zarówno spod samego kosza, jak i na półdystansie, w kluczowych momentach był także bezbłędny na linii, i gdyby nie szczęśliwa trójka Neala, kolejny raz byłby bohaterem Ryana Hollinsa - widać więc, że nowy, opiewający na ponad 70 milionów 4-letni kontrakt "Z-Bo" nie został podpisany na wyrost.
Oklahoma za sprawą rewelacyjnego Kevina Duranta (41 pkt, 14/27, 0 strat) i festiwalu bloków (14), odrobili straty, które odrabiali przez większość czasu gry (i wynoszące już 9 pkt na 4 minuty przed końcem). 0/4 z gry, 1 punkt, 5 strat - to garść statystyk Serge'a Ibaki z dzisiejszego meczu. Pomimo tak wstydliwej linijki, to właśnie pochodzący z Konga center był razem z Durantem bohaterem spotkania, blokując własnoręcznie 9 rzutów, z czego 3 w samej końcówce meczu. Kropkę nad i postawił jednak Durant, zdobywając 10 ostatnich punktów Thunder, i blokując kluczowy rzut J.R Smitha na sekundę przed końcem meczu. Po poprzednim spotkaniu w Denver, gdzie zbyt indywidualnie zawody rozgrywał Russel Westbrook, w tym wyraźnie oddał pałeczkę Durantowi. Rozgrywający Oklahomy oddał równo o połowę mniej rzutów, niż w poprzednich meczu (15-30), i trafiając ledwie 3 z nich. Denver przez 3,5 kwarty rozgrywało chyba najlepszy pojedynek w tej serii, trafiając za trzy (8/18), ponownie uruchamiając większość graczy w ofensywie (pięciu z 11+ punktów), a nawet statystyka 18 strat nie wygląda w przypadku podopiecznych Geroge'a Karla tak źle, jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie popełnili oni żadnej z nich w ostatnich 7 minut gry. "Bryłki" przegrały jednak wyraźnie na tablicach (38-51), miały spore kłopoty z przewinieniami, a w czwartej kwarcie nie znalazły żadnego sposobu na zatrzymanie Kevina Duranta.
Miami Heat kolejny raz dali się rozpędzić Sixers na początku spotkania, kiedy to goście z Pensylwanii objęli szybkie prowadzenie 18-8, jednak nie przeszkodziło im to schodzić na pierwszą kwartę z 4 punktowym prowadzeniem, które zostało zapewnione dwoma trójkami, elementem, który tej nocy zdecydowanie przechylił szalę zwycięstwa na korzyść Heat (12/30, przy 2/10 Sixers), co przyznał po meczu trener Doug Collins. W drugiej i trzeciej kwarcie obie drużyny grały niemal punkt za punkt - dla gości zdobywali je, mocno krytykowani po 2 pierwszych meczach, Elton Brand i Andre Iguodala (obaj 22 oczka), dla gospodarzy zawodnik, na którego Sixers ewidentnie nie mieli w tym sezonie pomysłu - Dwyane Wade (26 pkt, 11 zbiórek, 7 asyst). Podobnie jak w meczu nr 3, o wygranej Heat zaważył run w 4 kwarcie, 9-2, po którym Heat uzyskali 10 punktowe prowadzenie, którego, pomimo ambitnej pogoni gości (i 8 punktów Thadeusa Younga w tej kwarcie), nie oddali już do końca spotkania.
San Antonio Spurs-Memphis Grizzlies 110-103
Oklahoma City Thunder-Denver Nuggets 100-97
Miami Heat-Philadelphia 76ers 97-91
źródło: własne
Typy MLB 2012
typ 19
Texas Rangers - Kansas City Royals 1; 1.37
stawka 6j
Typy podane/trafione: 18/8
Postawione: 66,5j
Wygrane: 66,67
Zysk/strata: 0,17j
Yield: 0,25 %
Reklama
Facebook
USSports.pl
on Facebook



