NBA Playoffs 2010-zapowiedź
17 kwietnia 2010, 19:54; kategoria: NBA; autor: Kosma Bisanz
Czas na długo oczekiwane playoffy w najlepszej koszykarskiej lidze świata. Bez przesady można powiedzieć, że tegoroczne zmagania najlepszych szesnastu drużyn NBA zapowiadają się wyjątkowo ciekawie, bowiem w porównaniu do zeszłorocznych playoffs doszło do kilku istotnych przetasowań.
Jak zapewne wielu pamięta, w ubiegłym roku wielkimi przegranymi sezonu zasadniczego byli Phoenix Suns, którzy pomimo niezłego bilansu nie awansowali do dalszych gier. W gronie najlepszych znaleźli się wtedy Pistons, którzy w tym sezonie byli jedną z najsłabszych ekip, z bilansem 27-55, Philadelphia 76ers (również 27-55), a także New Orleans Hornets (37-45). W tym roku drużyny te zastąpiły: Milwaukee Bucks, Charlotte Bobcats i Oklahoma City Thunder, a Phoenix nie dość że awansowało do playoffów, to jeszcze wymieniane jest jako jeden z czarnych koni w rozpoczynających się dziś rozgrywkach. Największy postęp poczyniła młoda drużyna z Oklahomy - w zeszłym sezonie ich bilans wynosił 23-59, i śmiało można nazwać drużynę Scotta Brooksa największą rewelacją obecnego sezonu.

Konferencja Wschodnia
Na Wschodzie najbardziej wyrównaną parą wydaje się być zestawienie Bostonu i Miami, jako że mistrzowie sprzed 2 lat są dalecy od optymalnej formy, pozostałe pary niestety mogą zakończyć się bardzo szybko, o czym poniżej.
vs 
Główny kandydat do detronizacji Lakers przeciw zespołowi, który do ostatniego spotkania walczył o udział w playoff. Bukmacherzy nie dają szans drużynie z "Wietrznego Miasta", i wiele wskazuje że seria ta w najlepszym wypadku potrwa 5 spotkań.
Cleveland zanotowało w sezonie regularnym o 20 zwycięstw więcej od swoich rywali, lecz w bezpośredniej rywalizacji był remis 2-2, jednak mało prawdopodobne byśmy byli świadkami równie zaciętej serii w playoffach. Cavs oszczędzali pierwszą piątkę praktycznie od kilku dobrych spotkań, i niech nikogo nie zmylą 4 kolejne przegrane mecze. LeBron James głodny gry i pierwszego mistrzowskiego pierścienia to najgorsze, co mogło spotkać ekipę Bulls w 1 rundzie playoffów. Do tego trzeba dodać wracającego po kontuzji Shaquill'a O'Neala, i atut własnego parkietu, który spędza sen z powiek najlepszym drużynom ligi. Co prawda "Byki" wygrały w tym sezonie na parkiecie Kawalerii, jednak było to na początku sezonu gdy Cavaliers nie stanowili jeszcze obecnej potęgi, bo tak można nazwać drużynę Mike'a Browna. Jeśli dodamy do tego fakt iż w ostatnim meczu obu drużyn wygranym przez Bulls 109-108 nie grał James, to faktyczny stan bezpośredniej rywalizacji mógłby wynosić 4-0. Kibice Bulls nadzieje mogą pokładać w duecie Rose-Noah, jednak ten pierwszy nie ma większych szans w indywidualnej rywalizacji z Lebronem Jamesem, a Noah pod koszami poza O'Nealem powalczy jeszcze z litewską wieżą, czyli Zydrunasem Ilgauskasem czy Andersonem Varejao, który potrafi być wyjątkowo niewygodnym rywalem zarówno na atakowanej jak i bronionej tablicy. Do tego dochodzi liczba "strzelb" na dystansie, po stronie Cavaliers w elemencie tym mogą uczestniczyć James, Jamison, Williams (42% za trzy w sezonie), Anthony Parker, Daniel Gibosn (48%!) czy nawet...Ilgauskas( 48%), który oczywiście rzuca sporadycznie, jednak liczba potencjalnych strzelców dystansowych jest imponująca. Tymczasem po stronie Bulls lider Rose rzuca ze skutecznością za trzy ledwie 27%, Kirk Hinrich przeżywał ostatnio znaczny regres formy, i również zza łuku jego skuteczność mogłaby być wyższa (37%).
Podsumowując trudno doszukać się argumentów, by Bulls ugrali w tej serii więcej niż 1, góra 2 mecze.
Typ: Cleveland 4-1.
vs 
Orlando nie powinno mieć większych kłopotów z Bobcats, co pokazał też sezon zasadniczy, i 3-1 dla zespołu Gortata. Końcówka sezonu to męczarnie Charlotte, dość powiedzieć że na 20 ostatnich spotkań tylko 3 razy wygrali więcej niż 10 punktami, a 3 mecze kończyły się dogrywkami. Jednocześnie 3/4 meczów w tym okresie kończyło się wysokimi, kilkunasto-punktowymi zwycięstwami podopiecznych Stana Van Gundy'ego. Magic potencjałem kadrowym biją na głowę swoich rywali, począwszy od pierwszej piątki aż po głębokich rezerwowych. Oczywiście dominacje pod koszem powinien zapewnić zawodnikom z Florydy najlepszy obrońca ligi, Dwight Howard, wspierany dobrze z ławki przez Marcina Gortata. Do tego rozgrywający znacznie lepszą drugą cześć sezonu Vince Carter, jeszcze twardszy w defensywie Matt Barnes, czy strzelby dystansowe Magic na ławce, w postaci J.J Reddicka(40,5% za trzy) Ryana Andersona(37%), czy Micheala Pietrusa (38%). Trzeba przypomnieć także fakt, iż Magic to najczęściej rzucający za trzy zespół w tym sezonie. W Charlotte nieco z tonu spuścił Gerald Wallace, i nie jest to dobra informacja dla drużyny Larry'ego Browna, bowiem otrzymuje on nikłe wsparcie od reszty zespołu. Theo Ratliff po przejściu z San Antonio w czasie 22 minut gry notuje średnio ledwie 5 punktów przy 4 zbiórkach, Tyson Chandler sprowadzony za Emeke Okafora także nie jest zawodnikiem, który mógłby się przeciwstawić sile i dynamice Howarda pod koszem. Niezłe mecze notuje Raymond Felton, który wspólnie z Wallace'em ciągnie grę "Rysiów", jednak Magic dysponują znacznie większym potencjałem prawie na każdej pozycji.
Typ: Orlando 4-0
vs 
Jeszcze niedawno ta para wydawała się jednym z najciekawszych pojedynków pierwszej rundy. Kontuzja Andrew Boguta pokrzyżowała jednak ambitnie plany Bucks, a bez swojego centra, który zrobił ogromny postęp w tym sezonie młoda ekipa Milwaukee skazywana jest na pożarcie. Są ku temu powody, bo Atlanta rozgrywa doskonały sezon, jest jednym z "najzdrowszych" zespołów ligi, wreszcie posiada atut własnej hali, "Higlights Factory", w której może pokładać nadzieje w konfrontacji z Bucks, a może i następnymi zespołami w kolejnych rundach. Doskonały kolektyw, tworzony przez trio Joe Johnson-Al Horford-Josh Smith, a także wsparcie z ławki w osobie Jamala Crawforda przyczynił się do bilansu 53-29 w sezonie zasadniczym, a wizyty w Philips Center w Atlancie są jednym z koszmarów prawie każdej ekipy NBA, by przypomnieć tylko przykład Bostonu, z którym Hawks zaliczyli "Sweep", czyli serię wygraną do zera. Bucks też wiedzą co oznacza gra w tej hali, nie wygrali oni bowiem w Atlancie od 4 lat, w tym ostatni raz 1 marca tego roku. Zespół trzymany twardą ręką przez Scotta Skiles'a jeszcze miesiąc temu funkcjonował jak doskonale naoliwiona maszyna, z Andrew Bogutem i Brandonem Jenningsem na czele. Kontuzja Australijczyka pozbawia jednak "Kozłów" 1/3 potencjału, i obok Jenningsa światełkiem dla Bucks może być chyba tylko John Salmons, który świetnie wkomponował się w zespół.
Typ: Atlanta 4-2
vs 
Najciekawiej zapowiadająca się seria, i to pomimo faktu, iż w sezonie zasadniczym Boston wygrał wszystkie 3 mecze z Heat. Nie powinno nikogo zdziwić, jeśli i w tym przypadku zobaczymy 6-7 meczową serię, podobnie jak przed rokiem gdy faworyzowany Boston męczył się niemiłosiernie z Chicago. O drużynie Doca Riversa głośniej było w tym sezonie nie z powodu spektakularnych zwycięstw w ligowych szlagierach, a z powodu kompromitujących wyników zwłaszcza przed własną publiką. Porażki w TD Garden kolejno z Nets, Grizzlies i Wizards obnażyły słabości Celtics, i pokazały, że atut własnego parkietu może nie mieć w tej serii szczególnego znaczenia. Niedawni mistrzowie ligi nie budzą już takiego szacunku, a pojęcie "Celtyckiej Dumy" jest obiektem drwin coraz częściej i własnych fanów. Pozytywem jest na pewno postawa Rajona Rondo, który ciągnie grę zespołu i w zbliżających się playoffach może być wymieniany jednym tchem z Stevem Nashem czy Deronem Williamsem. Nie można powiedzieć tego o weteranach po stronie Celtics, bowiem Pierce, Garnett czy Allen grają nierówno i dużo poniżej oczekiwań. Nie wypaliły także transfery, ani Rasheed Wallace, ani też Nate Robinson nie stanowią obecnie istotnego wsparcia z ławki. Niezależnie od problemów Bostonu za pewnie nie mogą poczuć się także Heat, których gra w zbyt dużym stopniu opiera się na osobie Dwayne'a Wade'a. Michael Beasley, nr.2 draftu sprzed 2 lat nie może przejść na wyższy poziom, i pozostaje obecnie w cieniu zawodników wybranych znacznie niżej niż on. Pod koszem Jermaine O'Neal także nie stanowi takiej siły jaka prezentował za swoich najlepszych czasów w Pacers, i jego postawa w playoffach będzie zagadką. Podobnie jak w przypadku Bostonu, ławka Heat także nie prezentuje się okazale, i ciężko w przypadku zespołu Erica Spoelstry mówić o głębi składu, co pokazał też ostatni mecz z Nets, gdy rezerwy "Żarów" dopiero po 2 dogrywkach odniosły zwycięstwo.
Typ: Boston 4-3
Konferencja Zachodnia
vs 
Thunder, jak już zostało powiedziane, jest rewelacją tego sezonu, lecz młodą drużynę z Oklahomy już na początku czeka trudny sprawdzian. Konfrontacje z obecnymi mistrzami ligi nie wróżą dobrze młokosom pod wodzą Scotta Brooksa, jednak w ostatnich tygodniach postawa "Jeziorowców" otworzyła usta spekulantom i wszystkim kibicom szukającym sensacji, ponieważ Lakers pod nieobecność Andrew Bynuma zawodzili, i aż trudno uwierzyć że podopieczni Phila Jacksona przegrali 7 z 10 spotkań kończących ten sezon. Teraz jednak oczekiwany jest powrót Bynuma, po kilku meczach odpoczynku na pełne obroty może szykować się Kobe Bryant, i jeśli dodamy do tego nieco podrażnionych krążącymi na ich temat opiniami Lakers, to możemy się spodziewać dużo lepszej gry Jeziorowców w playoffach. Oklahoma pod wodzą najlepszego strzelca ligi Kevina Duranta i robiącego znaczne postępy rozgrywającego Russela Westbrooka sprawiła już niejedną niespodziankę w tym sezonie, jednak przeciwko Lakers ich bilans to 1-2, i cięzko oczekiwać zwycięstwa w 7-meczowej serii playoffs, tym bardziej, że końcówka sezonu nie była udana również dla Thunder, którzy przegrali 4 z 6 meczów, w tym niespodziewanie z Golden State Warrors. Pomimo całej masy talentu kipiącej w drużynie Scotta Brooksa, wydaje się że Lakers będą poza zasięgiem graczy z Oklahomy.
Typ: Lakers 4-2
vs 
Jedna z bardziej wyrównanych par całych playoffów, a smaczkowi tej rywalizacji dodaje fakt, iż obie ekipy, przynajmniej w teorii, powinny znać siebie na wylot. Spotkały się przecież na tym samym etapie w zeszłym roku (awans Dallas), a w tym sezonie spotkały się ledwie 3 dni temu, i tu także lepsza okazała się drużyna Ricka Carlislego, która wygrała 3 z 4 sezonowych spotkań bezpośredniej rywalizacji. Gra Mavericks w tym sezonie to doskonałe połączenie rutyny i doświadczenia z młodością i talentem. Świetny sezon rozgrywają Dirk Nowitzki i Jason Kidd, który notował już w tym sezonie imponujące triple-double, w defensywie bryluje sprowadzony z Wizards Brendan Haywood, kolejną opcją strzelecką jest pozyskany razem z Haywoodem Caron Butler, także weteran, a grono to uzupełniają młodzi i grający z meczu na mecz lepiej Rodrigue Beaubois(śr. 7 pkt w 12 minut gry, 40% za trzy) czy Jose Barea. Nie można zapominać też o najlepszym rezerwowym zeszłego sezonu, Jasonie Terrym. Spurs po średniej pierwszej części sezonu w drugiej odżyli, głównie za sprawą Manu Ginobilego, który świetnie zastąpił kontuzjowanego Parkera, i właśnie w Argentyńczyku Gregg Popovich może upatrywać swojej szansy przeciwko Dallas. Tim Duncan, kolejny weteran w tej parze, nie schodzi poniżej swojego solidnego poziomu, ale czy jest to gracz mogący poprowadzić Spurs do kolejnego tytułu? Wątpliwe, tym bardziej że Richard Jefferson czy George Hill wypadają gorzej niż ich odpowiednicy w Mavs.
Typ: Dallas 4-3
vs 
Sytuacja podobna jak w przypadku pary Hawks-Bucks. Kontuzja Brandona Roya sprawia, że murowanym faworytem serii będą Suns, którzy po ubiegłorocznej absencji wracają do playoffs silniejsi, i z Amar'e Stoudemirem w życiowej formie. Do tego dodajmy grającego jak za swych najlepszych czasów Steve'a Nasha i wciąż niezwykle przydatnego Granta Hilla, szczyptę talentu w postaci Gorana Dragica na ławce, czy solidność Louisa Amundsona, i fakt, że Phoenix to najlepsza ofensywa całej ligi. Ten sielski obrazek psuje tylko fakt kontuzji Robina Lopeza, który zadomowił się na dobre pod koszem Suns, i wreszcie dorównując swemu bratu z Nets. Portland po stracie Roya zagra bez presji, ale też bez argumentów. Wcześniejsze kontuzje Grega Odena czy Joela Przybilli sprawiają że Portland brakuje teraz fundamentów, zarówno pod koszem jak i w ataku. Wobec absencji powyższych ciężar gry spocznie na barkach LaMarcusa Aldridge'a, który rozgrywa bardzo dobry sezon, a także doświadczonego Andre Millera. Żaden z nich nie jest jednak typem gracza, który w pojedynkę potrafi wygrać mecz, a takim jest po przeciwnej stronie obecnie Stoudemire. Rudy Fernandez będzie grywał więcej, ale może on stanowić jedynie uzupełnienie, trafiając głównie z dystansu i asystując. Koniec końców trzeba przypomnieć fakt doskonałego bilansu Suns w Phoenix, choć ostatni mecz sezonu z Utah pokazał, że podopiecznych Alvina Gentry'ego nie można lekceważyć także na wyjazdach.
Typ: Phoenix 4-1
vs 
Ostatnia para dla wielu kibiców będzie najsmakowitszym kąskiem. Zarówno Denver, jak i Utah to drużyny własnego parkietu, dlatego możemy spodziewać się długiej serii i zaciętych meczów już od początku, bowiem Jazz będą musieli wygrać w Pepsi Center by myśleć o awansie. Carmelo Anthony może być po raz kolejny bohaterem "Bryłek", po tym jak w 2 meczach sezonu zasadniczego notował średnio 33 punkty 8 zbiórek i prawie 4 asysty, trafiając 55% rzutów. W sumie Nuggets wygrali 3 z 4 meczów z Utah, lecz wszystkie spotkania tej serii były zacięte, co dobrze wróży przed kolejnym zestawieniem obu ekip. Jazz mają spore zmartwienie w postaci kontuzji Andrei Kirilenki, którego ma jednak zastąpić Carlos Boozer, który opuścił ostatni mecz z powodu urazu. Powrót Boozera może dać przewagę pod koszem Jazz, a trzeba jeszcze wspomnieć o dobrej dyspozycji C.J Miles'a. Na pozycjach rozgrywającego w przekroju całego sezonu, a zwłaszcza ostatnich miesięcy lepiej prezentował się D-Will, lecz ostatnie mecz były bardzo nierówne w wykonaniu playmakera Jazz, co nie zmienia faktu że jego rywalizacja z Chauncey Billupsem zapowiada się niezwykle ciekawie.
Typ: Denver 4-3
źródło: własne
Timi; 18 kwietnia 2010, 21:51;no ładnie Ci to wyszło ;) fajnie napisane!
mixer; 19 kwietnia 2010, 12:26;elegancka zapowiedź :)
pełna profeska - przydałby się przycisk "lubię to" ;)





