Logowanie użytkownika:
login
hasło
reklama
/ Osób przebywających obecnie na stronie:

Finały NBA - zapowiedź

2 czerwca 2010, 01:06; kategoria: NBA; autor: Kosma Bisanz
Czas na zwieńczenie długiego sezonu w najlepszej koszykarskiej lidze świata, czyli finały. Zobaczymy w nich zespoły Celtics i Lakers, tak więc mamy do czynienia z powtórką sprzed 2 lat, kiedy to lepsi w 6 meczach okazali się zawodnicy z Bostonu.

Sezon zasadniczy obfitował w niespodzianki, do których można zaliczyć przede wszystkim wyśmienitą postawę Oklahomy czy Memphis Grizzlies, w fazie playoff nie było już tak ciekawie, bowiem poprzednie rundy obrodziły w "sweepy", i tak naprawdę nie doszło do żadnych sensacyjnych rozstrzygnięć. Właściwie największą niespodzianką tych playoffów można nazwać awans Bostonu do finału. Po niemrawym i pełnym upokorzeń sezonie zasadniczym, Celtics w playoffach pokazali pełnię swoich możliwości, w imponujących stylu pokonując zwłaszcza Cleveland Cavaliers, którzy byli faworytem bukmacherów do zdobycia trofeum. Lakers jako obrońcy tytułu zgodnie z planem awansowali do finału, choć przed playoffami, na skutek słabej końcówki sezonu, wielu spekulowało nawet co do szans "Jeziorowców" już w 1 rundzie z Oklahomą. Ostatecznie Lakers nie bez problemów odprawili rewelacyjną młodzież Scotta Brooksa, a później pomimo teorytycznie silniejszych niż Thunder rywali był szybki "sweep" z Utah i w końcu pokonanie w 6 meczach "Słońc" z Phoenix.



Boston Celtics awans do finałów zawdzięczają przede wszystkim swojemu rozgrywającemu Rajonowi Rondo. I choć potencjał Rondo można już było dostrzec w niektórych meczach sezonu zasadniczego, to jednak w playoffs mamy do czynienia z przejściem Rajona na jeszcze wyższy, mistrzowski (?) poziom. 10 asyst, 17 punktów, 5 zbiórek, skuteczność za 3 poprawiona o 18% w porównaniu do sezonu zasadniczego, a także, co warto podkreślić, ponad 4 minuty więcej, co oznacza że Doc Rivers potrzebuje każdej minuty w wykonaniu swojego rozgrywającego. Tego faktu nie zmienia nawet ostatni niezły występ Nate'a Robinsona. Pokazem siły Rondo był mecz nr 4 w serii z Cavs, w którym rozgrywający Celtics zaliczył 18 zbiórek 13 asyst i 29 punktów. Triple-double na tym poziomie notowali wcześniej jedynie Oscar Robertson czy Wilt Chamberlain, jednak zważywszy na wzrost Rondo jego triple-double było wyjątkowe. Nie było także przypadkiem, ponieważ w playoffs Rajon zbiera prawie piłkę więcej. Rajon Rondo stał się niekwestionowanym liderem Celtics, i choć wciąż mówi się o wielkiej trójce Pierce-Garnett-Allen, to jednak trójka ta bez swojego playmakera nie funkcjonowałaby. Wydaje się że to na pozycji rozgrywającego przewaga Bostonu nad Lakers będzie największa, ponieważ weteran Derek Fisher pomimo wciąż istotnej roli i owocnej współpracy z Bryantem czy Gasolem nie może się równać z szybkością i sprytem Rondo.



Wielka trójka ponownie prezentuje się jak na niedawnych mistrzów przystało, jednak kolejne serie pokazują że każdy z tych graczy może być zneutralizowany. Paul Pierce doskonale zakończył rywalizacje z Magic, jednak w 6 meczach przeciwko Cavaliers rzucał z fatalną skutecznością 35% z gry i 31% za trzy, notując średnio niespełna 14 oczek, przy 23 w starciach z Magic. W tej samej serii nie mógł odnaleźć się Ray Allen, którego skuteczność za trzy była o 10% gorsza niż w przekroju całych playoffs. Kevin Garnett został "zgaszony" w serii z Magic przez Rasharda Lewisa, i w 6 meczach z Orlando notował ledwo 10 punktów przy 39% z gry. Statystyki te tylko potwierdzają że by mieć pewność co do zdobycia w tym roku tytułu, Celtics będą potrzebowali równej formy Rondo, który w dotychczasowych starciach prezentował stosunkowo najbardziej ustabilizowaną dyspozycję.

Osobną kwestię stanowią ławki obu drużyn, trzeba przyznać że jak na zespoły aspirujące o mistrzostwo nie najsilniejsze. Rasheed Wallace, pomimo dobrego wrażenia jakie pozostawił po sobie w serii z Magic, w przekroju wszystkich 3 rund prezentował się najwyżej średnio, solidne występy przeplatając seryjnymi pudłami, i wydaje się że jego trójki nie uprzykrzą zbytnio życia "Jeziorowcom". Nate Robinson rozegrał właściwe jeden warty odnotowania występ, w meczu kończącym zmagania z Orlando, lecz jego średnie w tych playoffs to 35% z gry i 33% za trzy przy 4 zdobywanych punktach w czasie ledwie 6 minut. Najlepiej z drugiego garnituru Celtics wypada Glen Davis, który poprawił swoje statystyki w porównaniu do sezonu regularnego, i jest istotnym elementem defensywy Bostonu, a to właśnie obrona jest najmocniejszą stroną ekipy Riversa w tych rozgrywkach.




34 punkty, 7 zbiórek i 8 asyst to średnie Kobego Bryanta w serii z Phoenix. Średnie imponujące, a przecież nie pokazują one rzutów jakie trafiał lider Lakers w ostatnich meczach. Kobe własnoręcznie dobił odrabiające straty w końcówce meczu nr 6 Phoenix, a kolejne, trafiane pod wydawało się dobrym kryciem jump-shoty i fade-awaye pokazały nie pojedynczy "dzień konia" tego zawodnika, ale coś czego Celtics mogą obawiać się szczególnie. Jest to umiejętność możliwości samodzielnego przejęcia kontroli nad wydarzeniami na boisku, możliwość wygrania meczu w pojedynkę.I choć wielu sympatyków koszykówki jako gry zespołowej może nie zgadzać się z tym faktem, Kobe to jednak "clutch player" pełną gębą i w oczach zawodników i trenera Suna widać było bezradność na kolejne, wydawałoby się niemożliwe do trafienia rzuty. To jedna strona medalu, drugą są asysty Bryanta, które w tych playoffach stały się kolejnym atutem w wachlarzu zagrań lidera Lakers. Ponad 8 podań zamienianych na punkty przez partnerów w serii z Suns to jak na obrońce liczba ponadprzeciętna, i jednocześnie wyższa o ponad 3 od sezonowej średniej Bryanta. Generalnie słowa "wyższy" czy "lepszy" idealnie pasują do obecnej dyspozycji "Black Mamby". Średnia z gry - porównując z sezonem zasadniczym - wyższa o 3 %, średnia za trzy - wyższa o 7%, na linii osobistych - o 1%, wreszcie średnia punktów lepsza o aż 2,4. Przewagą Bryanta nad Rondo, który także wygrał dla Celtics przynajmniej 1 spotkanie, jest oczywisty fakt gry dalej od kosza. Gdy Lakers zacieśnią obronę pod koszem Rondo niemal na pewno podzieli się piłką, Bryant niezależnie od pilnującego go defensora jest w stanie zdobyć punkty, czy to za 2 czy za 3. Należy w tym miejscu pamiętać o 6 game-winnerach w sezonie zasadniczym.



Wspomniane asysty Bryanta na punkty zamienia w lwiej części Pau Gasol. Katalończyk ze średnią 20 punktów jest istotnym wsparciem dla Bryanta, podobnie jak on poprawił swoje średnie w porównaniu do sezonowych, i co ciekawe nawet Gasol popisał się w tych playoffs ciekawymi zdobyczami jeśli chodzi o asysty. Lakers dysponują więc dwoma opcjami strzeleckimi mogącymi obustronnie asystować, co stanowi przeciwwagę dla chociażby sposobu gry Magic i Dwighta Howarda.

Drugi z graczy podkoszowych pierwszej "5", Andrew Bynum jest ostatnio regularnie nękany przez problemy zdrowotne, w tym ostatni zabieg spuszczenia płynu z kolana, i jego postawa przeciwko Bostonowi będzie zagadką. Bynum w kolejnych seriach gra coraz mniej (odpowiednio średnio 30, 25 i 18 minut). Do tego pojawiają się problemy z faulami, i w rezultacie odciążać centra Lakers zmuszony jest Gasol, pozostawiając temu pierwszemu zadania czysto defensywne.

Inną zagadkę stanowić będzie Ron Artest który gra nierówno, a jego skuteczności pozostawiają wiele do życzenia. 25 punktów Ron-Rona w ostatnim starciu z Suns raczej się nie powtórzy, pytanie więc jak przydatny okaże się Artest w defensywie, gdzie będzie musiał sprostać Paulowi Pierce'owi.

Ławka Lakers zawiera jedno kluczowe nazwisko. Chodzi oczywiście o Lamara Odoma, który imponuje zarówno w ataku jak i obronie, z ławki regularnie notując double-double, i stanowiąc świetną alternatywę dla Bynuma. Średnia playoffowa na poziomie prawie 10 zbiórek i 11 punktów, w tym rewelacyjne statystyki przeciwko Suns. Nie można zapominać także o rzutach za 3 które także mogą być groźną bronią Odoma. Pozostali gracze ławki "Jeziorowców" nie wybijają się na tle ich odpowiedników w Bostonie, choć warto odnotować że niemal wszyscy gracze drugiego składu dysponują właśnie rzutem dystansowym, w tym Jordan Farmar ze skutecznością aż 45% (55% przeciwko Jazz i Suns).

Podsumowując tegoroczne finały zapowiadają się smakowicie z kilku powodów. Jednym z nich będzie niewątpliwe atmosfera walki i wspomnień sprzed 2 lat, kiedy to obie ekipy mierzyły się ze sobą. Finały te rozstrzygną też który z liderów daje aktualnie więcej zespołowi - młody i wdzierający się szturmem na karty historii Rondo czy weteran i obrońca tytułu Bryant. Oba zespoły w poprzednich fazach pokazały swoją siłę, i na pewno nie można tu mówić o szczęśliwym awansie, choć to Boston miał trudniejszych rywali. Nie można wykluczyć więc zaciętej serii i obyśmy byli tego świadkami, najlepiej 17 czerwca przy okazji spotkania nr 7.

Typ: Lakers 4:3

źródło: własne


Komentarze:
Brak komentarzy

Nick: 3913 (przepisz kod):
Projekt graficzny: Mateusz Jakubowski, Kodowanie: Piotr Fert, CMS: demstudio.pl
Wszelkie prawa zastrzezone przez USSports.pl (2007-2011) / stat4u