Niedziela w NBA - zapowiedź
16 stycznia 2011, 18:57; kategoria: NBA; autor: Kosma Bisanz
W niedzielę tylko 2 mecze, a większość kibiców elektryzuje zwłaszcza pierwszy z nich. W Staples Center Clippers podejmą Lakers.
vs 
Obie ekipy spotkały się już raz w obecnym sezonie, kiedy to 9 grudnia, po pamiętnym buzzer-beaterze Dereka Fishera, Lakers wyrywali zwycięstwo Clippers, którzy wtedy prowadzili przez większość meczu. Teraz spotkanie powinno być nie mniej zacięte, bowiem Clippers od tamtego spotkania dojrzeli, dość powiedzieć, że wygrali 8 z kolejnych 13 spotkań. Blake Griffin nagrodę Rookie of The Year ma już niemalże w kieszeni, a 25 z rzędu double-double daje mu drugie miejsce w lidze w tej klasyfikacji, jednocześnie pozostaje trzecim zbierającym, i szóstym, najczęściej dostającym się na linię osobistych graczem. Jednak podobnego Blake'a oglądaliśmy już wtedy, gdy Clippers dostawali łomot za łomotem, trzeba więc podkreślić świetną formę partnerów. O ile Eric Gordon po mistrzostwach świata miał już ugruntowaną pozycję, o tyle wskrzeszenie z martwych Barona Davis'a, może być pewnym zaskoczeniem. Gordon w 4 z rzędu meczach zaliczył +25 punktów, a w 10 rozegranych od 21 grudnia spotkań rzuca ze świetnymi skutecznościami - blisko 49% z gry i 42% za trzy. Davis jeszcze niedawno skonfliktowany z właścicielem, cień samego siebie z czasów gry w Warriors, obecnie stanowi filar zespołu, a w styczniu notuje średnio prawie 17 punktów przy 7 asystach. Clippers zaczynają też przełamywać się ofensywnie, w 4 kolejnych meczach rzucając co najmniej 105 punktów, co dało im 3 zwycięstwa, w tym niedawne nad Miami Heat.
Lakers dawno już zażegnali niewielki kryzys jaki przechodzili, a 7 kolejnych wygranych zamknęło usta ich krytykom, w czym największy udział miał oczywiście Kobe Bryant. "Black Mamba" w 5 kolejnych meczach rzuca średnio ponad 26 punktów (średnia zaniżona przez 25 minut z Cavs), a w 4 z tych spotkań trafił co najmniej 50% ze swoich rzutów. Jednocześnie w każdym z nich dołożył minimum 4 asysty, a w 3 nie zanotował żadnej straty. Indywidualne popisy Kobego w końcu mają pełne przełożenie na wyniki Lakers, którzy są o 1 mecz od wyrównania najdłuższej serii w tym sezonie, kiedy to rozpoczęli rozgrywki od 8 z rzędu zwycięstw. W tej serii "Jeziorowcy" tracą średnio ledwie 88 punktów, warto też wyróżnić zatrzymanie czołowych ofensyw ligi - Knicks i Suns - na odpowiednio 87 i 95 punktach. Nie trzeba tu przypominać największego pogromu sezonu i jednego z trzech największych w historii Lakers - 112-57 z Clevland Cavaliers.
Typ: Los Angeles
źródło: NBA.com / własne
Matelo; 17 stycznia 2011, 15:00;Hehe tylko, które Los Aneles ;-)
Kosma Bisanz; 17 stycznia 2011, 18:01;No tak, z przyzwyczajenia wpisałem tylko pierwszy człon :P Grunt, że typ trafiony %-)





